wtorek, 23 kwietnia 2013

Pielęgnacja trawnika - wertykulacja

Wiosenną pielęgnację trawnika warto zacząć od wertykulacji. 

Zaczyna się ją od 2.-3. roku po wysianiu trawy i warto robić ją co roku, wiosną - zazwyczaj w połowie marca, ale w tym roku dopiero teraz.

Jest to stosunkowo prosty zabieg higieniczny. Polega na pionowym nacinaniu darni i "wyciąganiu" z niej filcu, mchu, zbitej suchej trawy etc.

Po zimie trawnik z reguły wygląda tak, jak na poniższym zdjęciu - zbite "siano" i wyrastające z niego pojedyncze źdźbła zielonej świeżej trawki. Wertykulacja usuwa to "siano", stwarzając trawie lepsze warunki do wzrostu dzięki wprowadzeniu do darni powietrza z tlenem (jest niezbędny do prawidłowego rozwoju korzeni). Usunięcie filcu wpływa również na ekonomiczniejsze zużycie wody do podlewania trawnika.



Jak się zabrać do zabiegu wertykulacji? 

SPRZĘT

Zabieg wykonuje się za pomocą odpowiedniego narzędzia -  wertykulatora - może być ręczny, elektryczny lub spalinowy. 

wertykulacja ręczna to ciężka, męcząca praca - najpierw jazda wertykulatorem, później machanie grabiami - przy powierzchni trawnika większej niż 100 m2 może okazać się zajęciem ponad siły dla osoby pracującej umysłowo i mającej kondycję fizyczną poniżej przeciętnej ;) Jest to zdecydowany minus, bo jeśli już bierzemy się do pracy to wypadałoby wykonać ją porządnie, prawda? Natomiast plusem rozwiązania jest stosunkowo niski koszt (100-250 zł) wertykulatora oraz brak zużycia prądu/paliwa do jego napędzania.


(źródło: 24zakupy.com)

wertykulacja mechaniczna - elektryczna nie jest tak męcząca jak ręczna. Ze względu na konieczność użycia kabla, który lubi plątać się pod nogami i opóźniać pracę, pracę wertykulatorem elektrycznym powinno wykonywać się na trawnikach mniejszych niż 500 m2. Zabieg na takiej powierzchni zajmie nam około 3 godzin - przy wykorzystaniu wertykulatora z koszem na suchą trawę. Jeśli urządzenie nie ma kosza, to kolejne 2 godziny trzeba będzie poświęcić na grabienie suchej trawy, której jest naprawdę dużo. Z podanej powierzchni można wywieźć sporą przyczepkę "siana".
Koszt wertykulatorów elektrycznych zaczyna się ok około 300-400 zł za najprostsze modele o niewielkiej szerokości roboczej. 

wertykulacja mechaniczna - spalinowa dobrze sprawdza się na dużych trawnikach. Niestety wertykulatory spalinowe nie należą do tanich urządzeń (ceny zaczynają sięod około 1000 zł) no i są dość ciężkie - urządzenie waży około 30 kg, więc drobna pani domu zabiegu nimi nie wykona :)

Warto rozważyć, czy kupować nie tanie urządzenie i raz w roku wykonywać zaabieg na swoim trawniku, czy może lepiej raz do roku wynająć firmę z odpowiednim osprzętem, która w dodatku zajmie się wywozem sporej ilości wyciągniętego z trawnika "siana".


KIEDY

Przede wszystkim - wiosną.
Najlepiej 2-3 dni po deszczu (gleba nie może być zbyt mokra, ani zbyt sucha) i po skoszeniu trawy na wysokość ok. 3 cm.
W niezbyt gorący dzień, by się za bardzo nie zmęczyć :)


JAK
- jeśli trawa już podrosła, należy ją skosić na wys. 3 cm,
- ustawić noże tak, by nie zagłębiały się zbytnio w glebę, co mogłoby uszkodzić korzenie. Trawnik ma zostać wyczesany, a nie wydarty...
- przejechać cały trawnik w poprzek, uważając na stan zapełnienia kosza wertykulatora "sianem" (zapełnia się bardzo szybko)
- następnie przejechać cały trawnik jeszcze raz wzdłuż
- zgrabić ewentualne resztki "siana"
- rozsypać nawóz do trawników
- podlać obficie trawnik.

Trawa tuż po zabiegu wertykulacji wygląda tak:

a tu zdjęcie całości zwertykulowanego trawniczka:


Na prawdziwy, spektakularny efekt wertykulacji trzeba poczekać około miesiąca - będzie on widoczny w mocnej, żywozielonej, gęstej darni.

A tu powyższy trawnik po 6 tygodniach od wertykulacji - pięknie zregenerowany, gęsty, zielony dywan:

środa, 27 marca 2013

Ogród "ekologiczny" - jak?

Ogród ekologiczny to w skrócie taki, w którym:

- nie używamy zbyt dużo tzw. "chemii", albo eliminujemy zupełnie jej użycie na rzecz środków przyjaznych środowisku,

- dbamy o bioróżnorodność - nie ograniczamy się do paru "żelaznych" gatunków

- mile widziane są ptaki, owady i inne drobne zwierzęta, którym zapewniamy wyżywienie - owoce, ziarna, szkodniki i chwasty ;)

- projekt nasadzeń roślinnych nawiązuje do otaczającego krajobrazu, sprawia, że ogród wtapia się w otoczenie, rośliny dobrane są do warunków glebowych, wodnych i nasłonecznienia (a nie odwrotnie...).

A szczegółowo:

 TRAWNIK – tradycyjny strzyżony trawnik jest w gruncie rzeczy mało ekologiczny.
  1. Często koszona trawa potrzebuje znacznej ilości składników odżywczych, by odbudować masę zieloną. Zdarza się, że troskliwy i nieco nadgorliwy ogrodnik podaje zbyt dużą dawkę nawozu, co szkodzi trawie oraz przyczynia się do skażenia gleby. Zwłaszcza azot wymywany jest w głąb profilu glebowego, skąd przedostaje się do wód gruntowych i powoduje ich zatrucie.
  2. Taki trawnik dla swej urody wymaga sporych dawek wody, co może być uciążliwe dla portfela (najpierw koszt założenia automatycznego nawadniania, później koszt wody... i ścieków!).
  3. Częste koszenie niesie za sobą większe zużycie prądu lub paliwa do kosiarki. Jest też pracochłonne – bywa, że ogród w soboty zamienia się w "obóz pracy", w którym znękani właściciele przez kilka godzin starają się doprowadzić murawę do porządku, a po wykonaniu zadania nie mają już sił, aby cieszyć się efektem. 
  4.  A może zamienić kosiarkę spalinową lub elektryczną na kosiarkę ręczną? na mniejszych powierzchniach trawnika koszenie nią nie będzie męczące. W końcu trochę ruchu nie zaszkodzi :)

Trawnik strzyżony jest niezbędny dla zabaw dziecięcych i dlatego zupełnie zrezygnować się z niego nie da. Jednak jego powierzchnia powinna być ograniczona. W większym ogrodzie przydomowym wystarczy powierzchnia 15 x 20 m (3 ary), by dało się na niej wygodnie grać w piłkę lub siatkówkę. Ponad to niewielkie obszary trawnika – podkreślające i uwypuklające swą zielenią urodę roślin kwitnących – należy przewidzieć w miejscach strategicznych z punktu widzenia obserwatora ogrodu siedzącego na tarasie bądź w salonie. Pozostałą powierzchnię, która w zamierzeniu miała być trawnikiem, warto obsiać mieszanką łąkową zawierającą w swym składzie oprócz nasion traw również nasiona polnych kwiatów. Taki naturalny trawnik (łąka kwietna) jest dużo łatwiejszy w utrzymaniu i bliższy ekologii. Kosi się go dwa/trzy razy do roku, nie wymaga intensywnego nawożenia ani podlewania, jest przyjaźniejszy dla owadów i drobnych zwierząt, którym łatwiej się w nim ukryć.  

CHWASTY
  • Obecnie przy zakładaniu ogrodu najpopularniejszą metodą pozbycia się chwastów jest spryskanie ich na całej powierzchni działki herbicydem typu Roundup. Jest to oczywiście najłatwiejszy sposób. Jednak czy na pewno przyjazny przyrodzie oraz człowiekowi? Co do tego, mimo zapewnień producentów preparatu, zdania są podzielone.

  • Jeśli ktoś ma "gołą" działkę i możliwość skorzystania z pomocy rolnika mającego traktor z osprzętem, to polecam zwalczanie przed założeniem ogrodu chwastów – w tym bardzo uciążliwego perzu – bez chemii, tzw. metodą zmęczenia rozłogów. Sposób ten polega na kilkukrotnej orce zachwaszczonego terenu. Po każdej pozostawia się czas na zazielenienie się ziemi od odbijających pędów, po czym następna orka przysypuje je ziemią. W ten sposób zmusza się perz do kilkakrotnego odbijania, co wyczerpuje rozłogi z zapasów pokarmowych i doprowadza do ich zamierania.

  • Z kolei niewielkie chwasty i w niewielkiej ilości (np. wyrastające wśród płyt tarasu) można zlikwidować polewając wrzątkiem.
  • Nie ma niczego złego w okrywaniu rabat tak popularną obecnie agrowłókniną. Zabezpiecza ona przed wyrastaniem chwastów i oszczędza nam wiele pracy przy ich usuwaniu. Ma też dodatni wpływ na rozwój roślin ozdobnych – dzięki niej ziemia szybko nagrzewa się wiosną (co stymuluje rozpoczęcie wegetacji), a także dobrze zatrzymuje wilgoć, co pozwala nam oszczędzać wodę w pielęgnacji ogrodu. Niemniej jednak warto pozostawić część rabat nieokrytych włókniną – choćby ze względu na ułatwienie naturalnego nawożenia ogrodu, które to przy zastosowaniu włókniny staje się praktycznie niemożliwe.
  • Nie likwidujmy wszystkich chwastów! Te pozostawione w mniej reprezentacyjnych częściach ogrodu będą stanowić pokarm dla wielu owadów, np. dla gąsienic motyli. 
 OGRODZENIE
Jeśli posesja otoczona jest ogrodzeniem na podmurówce lub pełnym murem, zwierzęta – takie jak np. jeże nie zawitają do naszego ogrodu, gdyż po prostu nie zdołają przedostać się do środka. Lepszym rozwiązaniem jest reprezentacyjne ogrodzenie od ulicy i proste ogrodzenie z siatki i/lub nieformowanego żywopłotu na pozostałej części.


NAWOZY I KOMPOST

Nawet w najmniejszym ogrodzie warto założyć kompostownik. Dobrze prowadzony kompost wbrew obiegowym opiniom nie śmierdzi, a  stanowi źródło cennego naturalnego nawozu dla naszego ogrodu. Prócz zawartości kompletu makro i mikroelementów niezbędnych dla roślin kompost poprawia strukturę gleby, a tego nie potrafi żaden nawóz sztuczny. Ważne, by na kompost przeznaczać nie tylko skoszoną trawę, ale i resztki zapewniające kompostowi porowatość:
  • zeschłe liście,
  • drobne pocięte gałązki
oraz komponenty, dzięki którym kompost będzie szybciej dojrzewać:
  • obierki jarzyn, owoców, skorupki jajek,
  • zużyta ziemia doniczkowa.

ROŚLINY

Nie warto silić się na umieszczanie w ogrodzie roślin wyłącznie "rodzimych", choć te mają w naszym ogrodzie pierwszeństwo. Tak naprawdę wiele gatunków, których nawet byśmy o to nie podejrzewali, przywędrowało do nas z odległych stref geograficznych. Warto skomponować nasz ogród z przewagą gatunków liściastych. Taki ogród nie jest nudny i najczęściej zachwyca nie tylko kwitnieniem bądź kolorystyką liści, lecz również pokazuje przebieg pór roku. Dobrze, jeśli kwiaty roślin przyciągają owady (zwłaszcza motyle), a ich owoce stanowią pokarm dla ptaków.

OCZKA WODNE I BASENY OGRODOWE
  • Jeśli mają stromo opadające ściany,mogą stać się pułapką dla zwierząt, które wpadają do wody i nie mają szans się z niej wydostać.
  • Z kolei bezpieczne płytkie poidełka przyciągną do ogrodu ptaki.
  • Warto również zagospodarować wodę deszczową. Spływająca z rynien deszczówka pomoże nam zaoszczędzić wodę do podlewania, a sposobów na jej gromadzenie w zgodzie nie tylko z ekologią, ale i estetyką jest tyle, by przekonać do pomysłu nawet największych sceptyków.
ŚRODKI OCHRONY ROŚLIN
Wielu chorobom i szkodnikom da się zapobiegać odpowiednią agrotechniką i profilaktyką.
  • Choćby sadzenie roślin w odpowiednich odległościach, niezbyt gęsto – sprzyja zachowaniu odpowiedniej wentylacji i stanowi przeszkodę w rozwoju chorób grzybowych.
  • Niektóre szkodniki można usuwać mechanicznie (zbierać ślimaki, mszyce spłukiwać silnym strumieniem wody) lub za pomocą prostych biologicznych środków - np. mszyce można likwidować wywarem z papierosów (tytoniu).

OGRODY UŻYTKOWE

Ziołowe, warzywne i owocowe – powinny stać się elementem każdego nowoczesnego ogrodu, nawet niewielkiego. Dobrze zaprojektowane zatracą swój utylitarny wygląd, bez utraty walorów użytkowych. Ich skomponowanie to już "wyższa szkoła jazdy", ale naprawdę warto!

czwartek, 7 marca 2013

Warzywnik przydomowy - jak planować?

Dla warzywnika właściwsze chyba jest słowo "plonować", ale póki co skupmy się na "planowaniu" ;) bo najwyższy czas po temu.

Duuuuuże warzywniki - mówiąc wprost sporej wielkości grządki w gruncie - to inna bajka. Ogród warzywny o powierzchni 200 m2 jest w stanie zaspokoić całoroczne zapotrzebowanie na jarzyny dla 4 osobowej rodziny. Z nawiązką zaspokaja również zapotrzebowanie na wysiłek fizyczny, bo roboty jest przy nim co niemiara. Planowania zresztą też, dlatego póki co zajmę się ogródkiem niejako hobbystycznym - małym, pojemnikowym.

Taki niewielki ogródek warzywny zajmuje powierzchnię około 14 m2. Zmieści się więc nawet w niewielkim ogrodzie przy szeregowcu :) Ma być prowadzony w skrzynkach - pojemnikach; 4 duże na warzywa i 3 małe na zioła. Będzie wyglądać mniej więcej tak:



Mając taki ogólny projekt możemy zastanowić się nad tym jakie konkretnie warzywa w których konkretnie donicach będziemy sadzić. Oczywiście zależy to od indywidualnych preferencji; moja propozycja jest następująca:

- skrzynia z "pomidoropodobnymi" - w okresie III-V można uprawiać w niej szpinak i roszponkę, po 15 V zlikwidować ich pozostałości i wysadzić rozsadę pomidorów, papryki, oberżyny. Oczywiście w grę wchodza odmiany mini, które nie zajmą dużo miejsca - małe żółte i czerwone pomidorki koktajlowe, mini-oberżyna (biała, fioletowa, paskowana), małe papryczki. Jesienią (X) warto znów posiać roszponkę - przy łagodnej zimie jest szansa, że będziemy ją zbierać do wiosny.

- skrzynia z "kapustnymi i innymi" - miejsce na brokuły lub ciekawe odmiany kalafiora (miniaturki lub kolorowe - fioletowe, żółte), a także na mało popularne karczochy i kardy - choć te rosną duże, więc w takiej skrzyni zmieszczą się ze 3 sztuki, ale warto choć raz spróbować.

- "sałaty, cebula" - miejsce na odmiany sałat wciąż rzadko dostępne w handlu, typu lollo rosso, albo sałatę rzymską. Poza tym czerwona cebulka, por, a może oryginalny mangold?

- "korzeniowe" - w sam raz skrzynka na żółtą rzodkiewkę (prawie nie do dostania w sklepach), marchewkę o kulistych korzeniach, marchewkę fioletową lub żółtą lub... dwukolorową. No i na skorzonerę, zwaną romantycznie wężymordem :)

- zioła - pietruszka naciowa, szczypiorek, bazylia, tymianek, oregano, rozmaryn, cząber. Raczej nie mięta i melisa, gdyż te rozrastają się za bardzo i ich miejsce jest albo na rabacie kwiatowej albo w dzikiej, "naturalnej" części ogrodu.

Na koniec- ilości. Wydaje się, że z takich niewielkich w sumie skrzynek plony będą marne. Jednak wcale tak nie jest - jako przykład podam moją pomidorową grządkę o wielkości 2 m2 z której w zeszłym roku w okresie VII-X zbierałam 250g pomidorków koktajlowych dziennie. Nie przejedliśmy - część musiałam zawekować, ostał się jeszcze jeden słoik pomidorków w aromatycznej zalewie...

Nowoczesny warzywnik - warzywa w przydomowym ogrodzie

Warzywa w ogrodzie kojarzą się z reguły:

po 1. - z mozolną pracą na roli
po 2. - z paskudnymi grządkami, które jak najszybciej - i najszczelniej - trzeba czymś zasłonić.
po 3. - ze stratą miejsca

Co bardziej świadomi przywołują w myślach obrazy z angielskich posiadłości, w których warzywniki są otoczone bujnie rosnącą lawendą i różami pnącymi się po drewnianych wiktoriańskich pergolach - i swierdzają, że ta wizja nijak ma się do nowoczesnej architektury ich domu.

Wszystko błędnie :)

Warzywnik nie musi być brzydki. Nie musi nawet być duży. Ani rustykalny. Oczywiście niekoniecznie trzeba planować go w reprezentacyjnym miejscu, choć ładnie utrzymany, albo skomponowany z interesujących wizualnie pojeminków nie będzie szpecić.

Przykłady?
 
 (Źródło: landscape-design-advisor.com)



 (Źródło: loveontheloop.blogspot.com)



 (Źródło:  forum.muratordom.pl, warzywnik magpie101)



 (Źródło: houzz.com)



 (Źródło: imgur.com)

czwartek, 28 lutego 2013

"Nowa polityka śmieciowa"

Wszystkie śmieci są nasze, a właściwie gminne. Będą, od 1.07 br.

Wszyscy wokół trąbią na temat właściwej gospodarki odpadami, świadomej utylizacji śmieci i odpowiedzialnej postawy konsumenta, który powinien segregować odpady i brać udział w ich recyklingu.

Zgadzam się. Super.

Piękna teoria.

A teraz - jak to wygląda w praktyce?


Ekologia czy ekonomia - okiem mieszkańca, okiem śmieciarza

Mieszkam w Krakowie, obsługuje mnie potantat na krakowskim rynku - MPO.  Drogo - ale próbowałam wcześniej korzystać z innej firmy (której nazwę litościwie tu pominę) i płacąc trochę mniej narażona byłam na dolatujące do domu ze śmietnika "aromaty", gdyż firma ta regularnie zapominała o wywożeniu śmieci.

W MPO zamówiłam kubeł 120 l (koszt 39 zł/mies.) bo przecież więcej na 2 tygodnie dla 3 osobowej rodziny nie potrzeba, w końcu śmieci się segreguje, a MPO zobowiązało się dostarczać swoim klientom dodatkowe worki na śmieci segregowane. Oczywiście dostarcza w teorii - w praktyce łaskawe chłopaki z MPO rzucą raz w miesiącu jeden 120 l worek na 6 domów, o który to worek następnie mieszkańcy nieledwie się biją.

Czyli niby MPO popiera segregację śmieci i wykazuje działania w tym zakresie, ale takie jakieś mało kompletne - czyżby znów teoria rozbijała się o czynnik ludzki? A może "ekonomiczny"?

Taaak, są w pobliżu "dzwony" do segregacji - lecz godzinę po ich opróżnieniu znów są pełne i nie da się do nich niczego wcisnąć. Mieszkańcy okolicznych domów czatują i gdy tylko śmieciarka odjedzie pędzą ze swoimi posegregowanymi śmieciami by je upchać do dzwonów (póki jest miejsce) a nie wyrzucać do kubłów na śmieci niesegregowane. Nie zawsze nadążałam, stąd musiałam zmienić kubeł mały na duży (240 l, wywóz 2 x w miesiącu, 78 zł) i niestety śmieci segregowane lądują w zwykłym kuble...

 zdjęcie zrobione rano na drugi dzień po wywiezieniu "plastików" i "papierów".
Butelki wywozili przed chwilą, więc dzwony jeszcze puste ;)


MPO problemu nie widzi. W końcu dostają więcej pieniędzy, to kto by się tam środowiskiem przejmował..

To w końcu czyje są te śmieci? i kto je produkuje?
Tak naprawdę mało kto widzi problem. Oficjalna linia brzmi "trzeba coś z tym zrobić, bo produkujemy za dużo śmieci". Ale kto produkuje? My? Czyli konsumenci??? A może producenci towarów tak je opakowują, że powstaje mnóstwo śmieci?

Przykład:
Na poniższym zdjęciu pudełko czekoladek. Kartonowe. W środku szczelny plastikowy woreczek, a w nim czekoladki - każda owinięta w aluminiowy "papierek". Dodatkowo całe opakowanie zawinięte w plastikową folię.
Noż do licha ciężkiego! Te 2 woreczki są zupełnie zbędne - dzięki nim wcale czekoladki świeższe nie będą, za to śmieci przybędzie.



Kto na tym zarabia? 
- producent opakowań - bo sprzedał opakowanie,
- producent czekoladek - bo może marketingowo mamić klienta, że dzięki poczwórnemu opakowaniu czekaldki będą "świeższe niż jakiekolwiek inne",
- śmieciarz - bo śmieci trzeba wywieźć,

Kto za to płaci?
- klient - bo czekoladki mogą być trochę droższe (koszt opakowania producent czekoladek przerzuci na klienta)
- klient - bo wywóz śmieci kosztuje (producenci opakowań i czekoladek przerzucają koszt utylizacji odpadów na klienta)
- środowisko - bo jest coraz więcej śmieci.

Dlaczego  nikt (samorządy, organizacje) nie prowadzi akcji uświadamiającej społeczeństwo, by kupowali produkty opakowane ekologicznie?

Dlaczego nikt (samorządy, organizacje) nie promuje opakowań ekologicznych?

Dlaczego nikt (ustawodawca, samorządy) nie wprowadza regulacji dotyczących opakowań - ich ilości i jakości - które zmuszałyby producentów do stosowania ekologicznych, a zarazem tańszych opakowań?

Dlaczego my, konsumenci, zgadzamy się by nam wmawiać, że wyłącznie my jesteśmy odpowiedzialni za "produkcję" coraz większej ilości śmieci?

czwartek, 21 lutego 2013

Reanimację doniczkowych czas zaczynać!

Na przesadzanie jeszcze trochę za wcześnie, ale za to odpowiednia pora by zaczynać po-zimową reanimację.

Na początek proponuję:
- umyć liście z kurzu,
- zwiększyć częstotliwość podlewania i ilość wlewanej wody
- zacząć regularne nawożenie - na razie połową zalecanej dawki.
- zrobić dwie osobne listy -  roślin, które trzeba będzie przesadzić (dla nich wymierzyć doniczki i obliczyć ile trzeba będzie kupić ziemi i keramzytu do drenażu) oraz roślin, którym wystarczy wymienić wierzchnią warstwę ziemi.

środa, 2 stycznia 2013

Soutache - trening cierpliwości

Teraz trochę ciężko oddać się  mojemu ulubionemu zajęciu - w środku zimy ogrodnictwo ogranicza mi się do odśnieżania podjazdu - ale mam hobby rezerwowe, na które właśnie teraz jest czas.

Zakochałam się w biżuterii robionej techniką haftu soutache. Efekt jest niesamowity, nieco orientalny, a z pewnością ekstrawagancki. Nakłady finansowe nie są jakieś bardzo wysokie - sznurek jedwabny, koraliki, półszlachetne kamienie i kryształy, które chyba każda kobieta znajdzie upchnięte gdzieś w szufladzie i od lat nie noszone, albo które można zakupić w hurcie w miarę w rozsądnych cenach. Nawet te markowe. Czyli póki co bezboleśnie.

Potrzeba za to:
- ogromnej, totalnej dawki cierpliwości,
- perfekcyjnej dokładności,
- sokolego oka (ew. mocnych okularów) oraz silnej lampy,
- zaparzonej meliski - na wypadek gdy pod koniec kilkugodzinnej roboty okazuje się, że coś jest krzywo i trzeba wszystko pruć, to żeby nie dostać apopleksji warto sobie wcześniej zaaplikować melisę.

Efekty prezentuję tu:
Biżuteria autorska - Magia Soutache

czwartek, 6 grudnia 2012

Ziiimaaa!

Podeprę się dewizą rodu Starków: "Nadchodzi zima" ;) Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili proponuję zebrać się wreszcie do okrywania roślin.  

Najprościej zrobić 2 zabiegi:

kopczykowanie czyli usypywanie u podstawy rośliny kupki ziemi :) - róże krzaczaste, hortensja, budleja, lawenda, powojniki, milin, glicynia, akebia, zawilce japońskie.


owijanie najlepiej słomianą matą, robiąc chochoły - róże i hortensja bukietowa. Tej ostatniej jak pędy przemarzną, to nie będą w kolejnym roku kwitnąć.

Trzeba też obwiązać sznurkiem kolumnowe odmiany iglaków - by nie rozłamały się pod naporem mokrego śniegu - jałowce ('Skyrocket', 'Blue Arrow', 'Hibernica') i cyprysiki ('Columnaris'). Tujom 'Smaragd' można dać spokój, im raczej mokry śnieg nie zaszkodzi.

 Jeśli zostały jakieś rośliny wieloletnie w donicach, to najlepiej byłoby je zakopać wraz z całą doniczką w ziemi i dodatkowo okryć od góry liśćmi i stroiszem. Jeśli ziemia jest już zbyt zamarznięta by w niej kopać, to pozostaje zgrupowanie doniczek, ustawienie ich na warstwie styropianu i solidne otulenie słomą, stroiszem etc. by uchronić bryłę korzeniową przed przemarznięciem.



środa, 5 grudnia 2012

Ciężarne czytają obowiązkowo ;)

Ciąża to nie choroba i każdej dziewczynie "przy nadziei" życzę, by przeszła te 9 miesięcy bezproblemowo książkowo, w podskokach i z pieśnią na ustach :)

Opiekę medyczną mamy na wysokim poziomie - wbrew obiegowym opiniom - i powikłania ciążowe są stosunkowo rzadkie, ale jednak się zdarzają. Najważniejsza jest  wczesna diagnostyka oraz stała obserwacja sygnałów płynących z organizmu - pamiętajcie, że nikt tak o nas nie zadba, jak my same i tak naprawdę to na nas spoczywa obowiązek kontroli swojego stanu zdrowia. Dlatego namawiam Was do stałego monitorowania samej siebie. 

Oprócz kontrolnych wizyt i badań zleconych przez lekarza warto regularnie sprawdzać dwa istotne parametry: 
- ciśnienie krwi (codziennie, o tej samej porze) prostym domowym ciśnieniomierzem, który nie kosztuje majątku,
- i ewentualną obecność białka w moczu (raz w tygodniu, najprościej domowym testem przy pomocy pasków dostępnych w drogeriach Rossmann).

Oba są istotnym wskaźnikiem w diagnostyce bardzo nieprzewidywalnego schorzenia ciążowego, jakim jest gestoza. Jest to nie tyle może schorzenie, co stan - ma formalną nazwę “stan przedrzucawkowy”, choć funkcjonują też inne nazwy: gestoza, preeklampsja, zatrucie ciążowe, a najogólniej “nadciśnienie indukowane ciążą”. Dotyka około 7% ciężarnych, choć na szczęście większość dotkniętych gestozą (¾ z nich) ma jej łagodną formę, łatwą do opanowania farmakologicznie.

Jakie są przyczyny – tak naprawdę nie wiadomo. Hipotez jest kilka, ale żadna póki co nie udowodniona. Objawić się może już po porodzie, w końcówce ciąży, albo około 26 tygodnia ciąży, co jest najbardziej niebezpieczne dla matki i dziecka, gdyż tak naprawdę jedynym skutecznym leczeniem ciężkiej gestozy (1/4 przypadków) jest niestety rozwiązanie ciąży. 

Przede wszystkim warto sprawdzić, czy jest się w grupie podwyższonego ryzyka. Czynników ryzyka jest dużo, ryzyko dotyczy kobiet, które:
  • są w ciąży po raz pierwszy i udało im się zajść w ciążę szybko po podjęciu prób;
  • są w ciąży po raz drugi, ale przerwa między ciążami wynosi więcej niż 10 lat;
  • są w ciąży po raz drugi, ale z innym partnerem;
  • są w ciąży mnogiej;
  • są w ciąży po raz drugi i w pierwszej ciąży wystąpiła gestoza – w tym wypadku zagrożenie gestozą w drugiej ciąży wzrasta siedmiokrotnie; sądzę, że dziewczyny z gestozą w historii znają zagrożenie.
  • miały przypadki gestozy w rodzinie – matka, siostra, lub matka partnera (“teściowa”) miały gestozę – zagrożenie gestozą wzrasta trzykrotnie,
  • mają więcej niż 34 lata – zagrożenie gestozą wzrasta o 30% z każdym rokiem po 34 roku życia,
  • mają cukrzycę insulinozależną – ryzyko gestozy wzrasta czterokrotnie;
  • mają nadciśnienie tętnicze;
  • chorują na choroby autoimmunologiczne, mają zdiagnozowaną migrenę;
  • mają wysoką masę ciała – BMI>35 powoduje czterokrotny wzrost ryzyka gestozy;
  • mają grupę krwi AB,
  • we krwi stwierdzono u nich obecność przeciwciał antyfosfolipidowych.

  Choroba rozwija się od początku ciąży, lecz w pierwszej fazie zupełnie bezobjawowo.

Co możemy wobec tego zrobić, na co możemy zwrócić uwagę?
  1. Czujność powinny wzbudzić nudności po 12 tygodniu ciąży, zwłaszcza w okresie 14-16 t.c., a już szczególnie, jeśli w pierwszym trymestrze żadnych nudności nie było.
  2. Niskie wartość hemoglobiny w okolicach 20 t.c.
  3. Warto również przyjrzeć się pomiarom płodu na USG z 20 t.c. - dziecko powinno mieć oszacowaną masę zgodną z wiekiem ciążowym oraz być rozwinięte harmonijnie. Niepokojąca jest zwłaszcza sytuacja, w której głowa dziecka ma wielkość zgodną z wiekiem ciążowym, a reszta ciała wskazuje na to, że dziecko jest “młodsze" (hipotrofia)
  4. Ciśnienie – niepokojący jest nagły wzrost ciśnienia krwi, sugerujący wystąpienie nadciśnienia. Książkowo nadciśnienie zaczyna się od wartości 140/90, ale kobieta która zawsze miała 90/60 i nagle ma 120/80 może przyjąć, że grozi jej nadciśnienie ciążowe. “Bezpieczne wartości” to nasze standardowe ciśnienie skurczowe +30, a rozkurczowe +20.
To sa pierwsze niepokojące symptomy. Pełnowymiarowa gestoza ujawnia się najczęściej po 26 t.c. i jej dalsze objawy mogą być naprawdę rozmaite. Podaję je w “kolejności zaniepokojenia”, które powinno zmusić ciężarną do wizyty lekarskiej. Podaję je na podstawie danych z literatury tematu oraz na podstawie osobistych doświadczeń. Oczywiście wcale nie muszą wystąpić wszystkie z niżej podanych objawów, ale jeśli się pojawią – śmigamy do lekarza. Nie czekamy. Gestoza może rozwijać się błyskawicznie i być trudna do opanowania. W krajach rozwiniętych jest głównym zabójcą kobiet w ciąży – nie ma żartów Kochane.
  • wspomniane wcześniej nadciśnienie – wzrost wartości ciśnienia, mierzonego trzy razy dziennie, utrzymujący się przez kilka dni;
  • obrzęki – nogi, ale i dłonie oraz twarz - zwłaszcza te, które nie ustępują po nocy.
  • bóle brzucha, lekkie skurcze
    Nie lekceważymy objawów i kontaktujemy się z naszym ginekologiem. Przed wizytą robimy badanie moczu na obecność białka. Nie dajemy się zbyć zapewnieniami, że są upały i stąd obrzęki, a ciśnienie nam wzrasta od przeczytanego horroru. Prosimy o wykonanie USG i “opomiarowanie” dziecka oraz zbadanie przepływów. Możemy też skonsultować się z innym ginekologiem – na wszelki wypadek. Poza tym dużo wypoczywamy, leżymy z nogami ułożonymi wyżej niż głowa i śpimy na lewym boku.

    Gestoza zaawansowana może wystąpić między wizytami lekarskimi (więc położnik nie ma okazji się zaniepokoić), a poniższe objawy powinny postawić ciężarną w stan alarmowy:

  • białkomocz
  • zaburzenia widzenia – nawet lekkie mroczki przed oczami, “uciekający obraz” (jak po solidnym drinku),
  • ból brzucha – zwłaszcza prawego boku tuż pod żebrami,
  • nagły wzrost wagi – jemy tyle samo, a wskazówka na wadze pokazuje z dnia na dzień coraz więcej (nawet 0,5 kg dziennie więcej!)
  • objawy infekcji wirusowej – kaszel (głównie podczas leżenia), problemy z oddychaniem,
  • poczucie niestrawności, nudności, wymioty,
  • bóle głowy.
    Zdecydowanie czas na szpital. Nie ważne, że weekend i nie można się dodzwonić do lekarza prowadzącego. Jedziemy na oddział ratunkowy najbliższego szpitala o tzw. III stopniu referencyjności. Z reguły jest to szpital uniwersytecki – z najlepszą aparaturą i personelem, choć sale wieloosobowe i brak kolorowych zasłon ;) Niestety w izbie przyjęć trzeba trochę panikować, a nie siedzieć spokojnie i czekać na swoją kolej – przy tych objawach jest zagrożenie życia i matki i dziecka i personel szpitala musi zająć się pacjentką jak najszybciej.

Gestoza zdiagnozowana za późno albo rozwijająca się bardzo dynamicznie jest niezwykle niebezpieczna. Nie piszę tego po to, by Was straszyć, lecz by Was przestrzec przed zlekceważeniem tego stanu, bo gestoza "wyłapana" we wczesnym stadium daje ogromne szanse na doprowadzenie ciąży do bezpiecznego końca :)







poniedziałek, 3 grudnia 2012

O tym jak nie uśmiercić zimą domowych roślin doniczkowych...

Są tacy, którym wszystko rośnie, kwitnie i owocuje, inni potrafią nawet kaktusa zasuszyć. Niezależnie od umiejętności (bądź ich braku) zimą najtrudniej utrzymać domowe rośliny doniczkowe w dobrej kondycji. Nawet moje rośliny (a chucham i dmucham) wygladają dużo gorzej niż miesiąc temu - podeschnięte końcówki, przytłumione kolory...

Teoretycznie domowe rośliny doniczkowe powinny zimą przejść fazę spoczynku - czyli zostać przeniesione do pomieszczeń o obniżonej temperaturze (ok. 14-16'C), mniej podlewane, nie nawożone... Nie każdy jest jednak szczęśliwym posiadaczem chłodnej, jasnej werandy więc nasze "kwiatki" pozostając w ciepłym, suchym mieszkaniu są zmuszone do prowadzenia wegetacji ciągłej.

Żeby jednak wciąż dobrze wyglądały, a nie straszyły podeschniętymi kikutami, trzeba je wspomóc:

- przede wszystkim wilgotną szmatką umyć z kurzu liście (roślinom drobnolistnym zrobić delikatny letni prysznic, a roślin o liściach pokrytych "włoskami" nie przecierać). Umyć okna ;) żeby więcej światła docierało do wnętrza, a tym samym do roślin.

- miejsce na parapecie jest OK, o ile pod spodem nie ma kaloryfera... Z drugiej strony uwaga na zimne (np. kamienne) parapety - są rośliny, które nie lubią tzw. "zimnych stóp" i w takim miejscu będą gorzej rosły. Rośliny powinny stać od kaloryfera jek najdalej, a jednocześnie jak najbliżej okna - niewykluczone, że przyda się przemeblowanie.

- podlewanie raz w tygodniu (czyli "umiarkowanie"), nie przelać bo to gorzej, niż przesuszyć.

- nie rezygnować całkowicie z nawożenia - nawozić raz w miesiącu, najlepiej "biohumusem".