czwartek, 6 czerwca 2013

Każde osiedle musi mieć park - część I


Tytuł jest rzecz jasna przerysowaniem - oczywistym jest, że nie każde osiedle może mieć park z prawdziwego zdarzenia. Rzecz jednak w tym, by w nowo powstającej zabudowie miejskiej planować jak najwięcej zieleni, oraz nie niszczyć tej już istniejącej, bowiem zieleń miejska ma kluczowe znaczenie dla zdrowia i komfortu życia mieszkańców.
Kraków rozwija się bez sensownej koncepcji urbanistycznej; w nowej zabudowie mieszkaniowej dominują niewielkie osiedla z blokami gęsto upakowanymi na małej powierzchni - deweloperom szkoda miejsca na parkingi, place zabaw, zaś zieleń uważają za zupełnie zbędną. Jeśli jest zieleń to w postaci trawniczka 2 x 2 metry, który prędzej czy później zostanie rozjechany przez parkujące samochody.
W ten sposób na mapie miasta powstają betonowe enklawy (nowy Ruczaj, Górka Narodowa) nieprzyjazne dla ich mieszkańców. Regułą jest również budowa osiedli domów jednorodzinnych, na których to osiedlach nie zaprojektowano ani jednego drzewa!
Zanim podejmę temat sposobu zagospodarowania zieleni miejskiej i osiedlowej, chciałabym przeanalizować plusy z jej posiadania w mieście. Bo minusy są chyba znane każdemu – to koszty sadzenia i pielęgnacji, konieczność częstszego sprzątania (głównie opadających jesienią liści), zajmowanie miejsca potencjalnej zabudowy lub miejsc parkingowych.
Przede wszystkim dla większości mieszkańców walory prozdrowotne miejskiej zieleni są nie do przecenienia:
  • zieleń poprawia jakość miejskiego powietrza: wzbogaca go w tlen (10 metrowe drzewo, typowe liściaste miejskie drzewo alejowe, produkuje średnio 118 kg tlenu/rok.), latem chłodzi powietrze i zwiększa jego wilgotność (duże alejowe drzewo wyparowuje do 450 litrów wody dziennie), oczyszcza z amoniaku, dwumetylobenzenu i formaldehydu.
  • zieleń poprawia bezpieczeństwo - badania holenderskie (powtórzone na uniwersytecie w Chicago) wykazały, że posadzenie drzew wśród budownictwa wielorodzinnego obniża poziom agresji wśród mieszkańców o ok. 52% [1]

  • tereny zielone w przestrzeni miejskiej mają wpływ na rozwój aktywności społecznej wśród mieszkańców oraz zacieśnianie więzów międzysąsiedzkich i powodują ich wzrost o 83% w powrównaniu z grupą kontrolną [2]

  • roślinność obniża poziom stresu u mieszkańców miast.

  • tereny zielone sprzyjają aktywności fizycznej mieszkańców miast, na każdym poziomie wiekowym. To nie tylko możliwość odbywania spacerów i joggingu, ale również wspólnej zabawy na trawie (gra w piłkę, kometkę, gry zespołowe).

Tereny zieleni mają bardzo duży, pozytywny, wpływ na dzieci i młodzież. W szeregu badań prowadzonych od 2000 roku udowodniono, że:

  • u dzieci dotkniętych ADHD (oraz generalnie u dzieci nadpobudliwych psychoruchowo), po ekspozycji na zieleń zaobserwowano zmniejszone nasilenie objawów, a regularny kontakt z zielenią pozwalał zmniejszyć dawki leków przeciw nadpobudliwości [3]

  • dzieci miejskie, mieszkające w otoczeniu zieleni wykazują się lepszą pamięcią, koncentracją, kreatywnością i zwiększonymi możliwościami analitycznymi niż dzieci mieszkające w “betonowej pustyni"[4], a co za tym idzie są spokojniejszymi, lepszymi uczniami osiągającymi wyższe wyniki w nauce.
Nie do przecenienia są również walory estetyczne zieleni miejskiej - odpowiednio dobrane gatunki i odmiany drzew podkreślają urodę architektury i dają mieszkańcom miast możliwość cieszenia oczu ładnym pokrojem, spektakularnym kwitnieniem, ciekawymi jesiennymi przebarwieniami.W przypadku dzieci elegancko i interesująco skomponowane zestawienia roślin kształtują poczucie estetyki wśród najmłodszych i uwrażliwiają ich na szeroko rozumiane “problemy natury”, co wkracza już w obszar edukacyjny. Dla wielu miejskich dzieci tereny zielone, choćby najmniejsze, są jedynym codziennym kontaktem z przyrodą. Dzięki różnorodności gatunków można uczyć dzieci ich rozpoznawania; dzięki nim mają też one możliwość obserwacji ptaków i owadów oraz przebiegu pór roku.
Mówiąc o zieleni miejskiej nie sposób nie dostrzec również pozytywnych aspektów ekonomicznych:
  • korony drzew rosnących przy ulicach, ocieniając je chronią asfalt przed przegrzaniem, co wydłuża trwałość nawierzchni z ok. 7 do ok. 20 lat. Daje to wymierną korzyść ekonomiczną oraz użytkową (ograniczenie remontów a co za tym idzie uciążliwości dla mieszkańców).
  • wzrost wartości nieruchomości w pobliżu których zlokalizowane są drzewa i zadbana zieleń miejska – potencjalny nabywca chętniej i szybciej zdecyduje się na zakup nieruchomości z widokiem na zieleń; takie domy i mieszkania osiągają też z reguły wyższą cenę niż te położone w obszarze zieleni pozbawionym.



[1] F. E. Kuo, W. C. Sullivan “Agression and violence in the inner city: impacts of environment via mental fatigue” [w] “Environment and Behaviour” 2001; 33 (s. 543-571)
[2] W.C.Sullivan “The fruit of urban nature: vital neighbourhood spaces” [w] “Environment and Behaviour”. 2004, 35 (s. 678-700)
[3] F. E. Kuo, A. F. Taylor “A potential natural treatment for attention deficyt/hyperactivity disorder; evidence from a national study” [w] “American Journal of Public Health”, 2004, 94 (s. 1580-1586)
[4] N.M. Wells “At home with nature: effects of greenness on children's cognitive functioning” [w] “Environment and Behaviour” 2000, 32, (s. 775-795)

poniedziałek, 27 maja 2013

Kwiaty na deser

Kwiaty w kuchni nie są może jakoś wybitnie popularne, może oprócz kwiatów w cukrze, używanych do dekoracji słodkich wypieków Jedzenie kwiatów to nie jakaś niezwykła fanaberia - nikt się specjalnie nie dziwi, gdy powiemy, że jedliśmy brokuły lub kalafiora, więc nikt też nie powinien być zaskoczony, że i inne kwiaty są (bywają) jadalne.

Kwiatów możemy używać w kuchni bezpośrednio - do jedzenia, lub do dekoracji potraw. Trzeba uważać i mieć absolutną pewność, że spożywamy ten konkretny, jadalny gatunek. Na początek nie zjeść za dużo, gdyż mimo iż są pyszne, żołądek może na nie różnie zareagować - w końcu to nowość w diecie i nie jest do nich przyzwyczajony.

Gatunków jadalnych jest dość sporo, poniżej spis tylko tych, które jadłam i wciąż żyję ;)

- nasturcja - pojedyncze płatki, ze względu na lekko pieprzny smak i piękny kolor stanowią świetny dodatek do sałatek

- czosnek - fioletowe kwiatuszki są rewelacyjnym dodatkiem do sałatek, też majonezowych - smakują cebulowo

- róża - płatki róży w cukrze, konfitura z róży do nadziewania pączków - poezja.

- koniczyna - bardzo słodka

- nagietki - lekko gorzkie w smaku, pięknie barwią potrawy (np. biszkopt) na żółto.

- floksy (płomyk wiechowaty) - używałam wyłącznie do dekoracji, ale ponoć jest jadalny.

Oto moje ciasto z dekoracją z floksów:



- robinia (akacja) - wyśmienity aromat, słodkie i delikatne w smaku.

Mój przepis na kwiaty akacji w cieście, z miodem i bitą śmietaną

6 kiści kwiatowych
2 jajka
szklanka mleka (mniej więcej)
250 ml śmietanki 30%
mąka pełnoziarnista (około 1 szklanki)
1 laska wanilii (miąższ)
miód (najlepiej akacjowy, dla lepszego efektu)
łyżka masła

 Kwiaty trzeba dokładnie opłukać i osuszyć na papierowym ręczniku.
Oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na sztywną pianę
Żółtka wymieszać z mlekiem, łyżką śmietanki, miąższem wanilii i mąką - mąkę dodawać stopniowo - tyle, by uzyskane ciasto było lekko lejące się, ale nie za rzadkie. Takie trochę bardziej gęste niż na naleśniki :)
Do tak przygotowanego ciasta dodać ubite biaka, wymieszać.
Na patelni rozgrzać masło - uważać, by się nie przypaliło, tylko roztopiło i "zapieniło".

Kiście kwiatowe zanurzać w cieście i układać na patelni.
Smażyć na bardzo delikatnym ogniu, z obu stron, aż do lekkiego zrumienienia.


W czasie gdy "placki" się smażą, resztę śmietanki ubić na sztywno, bez cukru.
Zdjąć placki z ognia, rozłożyć na talerze. Polać miodem, na wierzch wyłożyć ubitą śmietankę i posypać wiórkami czekoladowymi, dekoracyjnymi cukrowymi maczkami etc.

Są przepyszne!


piątek, 10 maja 2013

Co zrobić, gdy znajdziemy pisklę, które wypadło z gniazda?

Wczoraj znalazłam biednego małego szpaczka, który wraz z rodzeństwem wypadł z gniazda. Tylko ten jeden przeżył, ale był bardzo słaby. 

Podjęliśmy próbę ratowania ptaszka szukając oczywiście informacji jak przeprowadzić akcję ratunkową bez szkody dla maluszka - i po poszukiwaniach gorąco wszystkim  polecam poradnik Stołecznego Towarzystwa Ochrony Ptaków




Epilog:
Niestety nasza pomoc była spóźniona - udało się nam jedynie napoić ptaszka, jeść już nie dał rady i wkrótce dokonał żywota w pudełku na werandzie.

poniedziałek, 6 maja 2013

Rośliny na balkony i tarasy

Zbliżają się "zimni ogrodnicy", a tuż po nich można bezpiecznie upiększać kwiatami balkony i tarasy.

Do obsadzania skrzynek i doniczek balkonowych można wykorzystać wiele różnych gatunków roślin.

Rośliny wieloletnie, o ile mają przetrwać zimę i cieszyć nas przez kilka sezonów, musza zostać dobrze zabezpieczone na zimę. Najważniejsze to osłonięcie bryły korzeniowej, która w niewielkiej zazwyczaj doniczce bardzo narażona jest na  przemarznięcie. Donica musi być dobrze docieplona - ale o tym jesienią :)

Zioła wieloletnie - majeranek, oregano, tymianek (również w ciekawych odmianach kolorystycznych) - i w naszym klimacie jednoroczne - bazylia, rozmaryn - bardzo dobrze sprawdzają się w kompozycjach z roślinami ozdobnymi (pelargonia, werbena, lawenda) a nawet z miniaturowymi warzywami, jak np. pomidorki koktajlowe, tak jak na poniższym zdjęciu:



Oferta: duży, dwupiętrowy,  rustykalny kosz obsadzony ziołami (tymianek, bazylia, oregano, rozmaryn), roślinami ozdobnymi (lawenda, pelargonia, werbena, kocanki) i pomidorkami koktajlowymi.
Kompozycja wykonywana na życzenie, cena 290 zł.


Na parapetach i balkonach prym wiodą jednak rośliny jednoroczne, głównie ozdobne z kwiatów.
Najprostsze - ale umówmy się, że i najnudniejsze - są jednogatunkowe obsadzenia skrzynek, np. surfiniami lub pelargoniami. Dużo ciekawiej wyglądają jednak kompozycje wielogatunkowe.

Na balkonie / parapecie wschodnim lub południowo wschodnim, jak również na zachodnim sprawdzą się fuksje, lobelie, kocanki, surfinie, bakopa. Wystawę południową i południowo zachodnią, jako najgorętszą, obsadzić możemy pelargoniami, werbeną, karłowatymi daliami, aksamitkami, cyniami.


kocanki i lobelie

Oferta: kompozycje małe - w okrągłych, stawianych doniczkach, obsadzone 2 roślinami każda (1 x odmiana stojąca, 1 x odmiana zwisająca) - podobne do tych jak na zdjęciu powyżej, gatunki roślin i kolorystyka do wyboru przez Klienta - 29 zł/szt.
kompozycje duże - w skrzyneczkach dł. 50 cm wyposażonych w haki do zawieszania (z możliwością powieszenia np. na poręczy balkonowej), obsadzone 3 roślinami każda (1 x stojąca, 2 x zwisająca) gatunki roślin i kolorystyka do wyboru przez Klienta - 49 zł/szt.

miniaturowe (tu pomarańczowe) dalie można posadzić nawet w niewielkiej doniczce

na pierwszym planie różowe pelargonie, dalej niebieskie lobelie, żółte nagietki i pomarańczowe aksamitki

lobelie, kocanki, nagietki


pelargonia z werbeną


różne pelargonie - stojące i zwisające, o liściach złocistych i paskowanych, a całość kompozycji uspokaja swoją monotonną zielenią bluszcz.

różowe pelargonie z białą bakopą

wtorek, 23 kwietnia 2013

Pielęgnacja trawnika - wertykulacja

Wiosenną pielęgnację trawnika warto zacząć od wertykulacji. 

Zaczyna się ją od 2.-3. roku po wysianiu trawy i warto robić ją co roku, wiosną - zazwyczaj w połowie marca, ale w tym roku dopiero teraz.

Jest to stosunkowo prosty zabieg higieniczny. Polega na pionowym nacinaniu darni i "wyciąganiu" z niej filcu, mchu, zbitej suchej trawy etc.

Po zimie trawnik z reguły wygląda tak, jak na poniższym zdjęciu - zbite "siano" i wyrastające z niego pojedyncze źdźbła zielonej świeżej trawki. Wertykulacja usuwa to "siano", stwarzając trawie lepsze warunki do wzrostu dzięki wprowadzeniu do darni powietrza z tlenem (jest niezbędny do prawidłowego rozwoju korzeni). Usunięcie filcu wpływa również na ekonomiczniejsze zużycie wody do podlewania trawnika.



Jak się zabrać do zabiegu wertykulacji? 

SPRZĘT

Zabieg wykonuje się za pomocą odpowiedniego narzędzia -  wertykulatora - może być ręczny, elektryczny lub spalinowy. 

wertykulacja ręczna to ciężka, męcząca praca - najpierw jazda wertykulatorem, później machanie grabiami - przy powierzchni trawnika większej niż 100 m2 może okazać się zajęciem ponad siły dla osoby pracującej umysłowo i mającej kondycję fizyczną poniżej przeciętnej ;) Jest to zdecydowany minus, bo jeśli już bierzemy się do pracy to wypadałoby wykonać ją porządnie, prawda? Natomiast plusem rozwiązania jest stosunkowo niski koszt (100-250 zł) wertykulatora oraz brak zużycia prądu/paliwa do jego napędzania.


(źródło: 24zakupy.com)

wertykulacja mechaniczna - elektryczna nie jest tak męcząca jak ręczna. Ze względu na konieczność użycia kabla, który lubi plątać się pod nogami i opóźniać pracę, pracę wertykulatorem elektrycznym powinno wykonywać się na trawnikach mniejszych niż 500 m2. Zabieg na takiej powierzchni zajmie nam około 3 godzin - przy wykorzystaniu wertykulatora z koszem na suchą trawę. Jeśli urządzenie nie ma kosza, to kolejne 2 godziny trzeba będzie poświęcić na grabienie suchej trawy, której jest naprawdę dużo. Z podanej powierzchni można wywieźć sporą przyczepkę "siana".
Koszt wertykulatorów elektrycznych zaczyna się ok około 300-400 zł za najprostsze modele o niewielkiej szerokości roboczej. 

wertykulacja mechaniczna - spalinowa dobrze sprawdza się na dużych trawnikach. Niestety wertykulatory spalinowe nie należą do tanich urządzeń (ceny zaczynają sięod około 1000 zł) no i są dość ciężkie - urządzenie waży około 30 kg, więc drobna pani domu zabiegu nimi nie wykona :)

Warto rozważyć, czy kupować nie tanie urządzenie i raz w roku wykonywać zaabieg na swoim trawniku, czy może lepiej raz do roku wynająć firmę z odpowiednim osprzętem, która w dodatku zajmie się wywozem sporej ilości wyciągniętego z trawnika "siana".


KIEDY

Przede wszystkim - wiosną.
Najlepiej 2-3 dni po deszczu (gleba nie może być zbyt mokra, ani zbyt sucha) i po skoszeniu trawy na wysokość ok. 3 cm.
W niezbyt gorący dzień, by się za bardzo nie zmęczyć :)


JAK
- jeśli trawa już podrosła, należy ją skosić na wys. 3 cm,
- ustawić noże tak, by nie zagłębiały się zbytnio w glebę, co mogłoby uszkodzić korzenie. Trawnik ma zostać wyczesany, a nie wydarty...
- przejechać cały trawnik w poprzek, uważając na stan zapełnienia kosza wertykulatora "sianem" (zapełnia się bardzo szybko)
- następnie przejechać cały trawnik jeszcze raz wzdłuż
- zgrabić ewentualne resztki "siana"
- rozsypać nawóz do trawników
- podlać obficie trawnik.

Trawa tuż po zabiegu wertykulacji wygląda tak:

a tu zdjęcie całości zwertykulowanego trawniczka:


Na prawdziwy, spektakularny efekt wertykulacji trzeba poczekać około miesiąca - będzie on widoczny w mocnej, żywozielonej, gęstej darni.

A tu powyższy trawnik po 6 tygodniach od wertykulacji - pięknie zregenerowany, gęsty, zielony dywan:

środa, 27 marca 2013

Ogród "ekologiczny" - jak?

Ogród ekologiczny to w skrócie taki, w którym:

- nie używamy zbyt dużo tzw. "chemii", albo eliminujemy zupełnie jej użycie na rzecz środków przyjaznych środowisku,

- dbamy o bioróżnorodność - nie ograniczamy się do paru "żelaznych" gatunków

- mile widziane są ptaki, owady i inne drobne zwierzęta, którym zapewniamy wyżywienie - owoce, ziarna, szkodniki i chwasty ;)

- projekt nasadzeń roślinnych nawiązuje do otaczającego krajobrazu, sprawia, że ogród wtapia się w otoczenie, rośliny dobrane są do warunków glebowych, wodnych i nasłonecznienia (a nie odwrotnie...).

A szczegółowo:

 TRAWNIK – tradycyjny strzyżony trawnik jest w gruncie rzeczy mało ekologiczny.
  1. Często koszona trawa potrzebuje znacznej ilości składników odżywczych, by odbudować masę zieloną. Zdarza się, że troskliwy i nieco nadgorliwy ogrodnik podaje zbyt dużą dawkę nawozu, co szkodzi trawie oraz przyczynia się do skażenia gleby. Zwłaszcza azot wymywany jest w głąb profilu glebowego, skąd przedostaje się do wód gruntowych i powoduje ich zatrucie.
  2. Taki trawnik dla swej urody wymaga sporych dawek wody, co może być uciążliwe dla portfela (najpierw koszt założenia automatycznego nawadniania, później koszt wody... i ścieków!).
  3. Częste koszenie niesie za sobą większe zużycie prądu lub paliwa do kosiarki. Jest też pracochłonne – bywa, że ogród w soboty zamienia się w "obóz pracy", w którym znękani właściciele przez kilka godzin starają się doprowadzić murawę do porządku, a po wykonaniu zadania nie mają już sił, aby cieszyć się efektem. 
  4.  A może zamienić kosiarkę spalinową lub elektryczną na kosiarkę ręczną? na mniejszych powierzchniach trawnika koszenie nią nie będzie męczące. W końcu trochę ruchu nie zaszkodzi :)

Trawnik strzyżony jest niezbędny dla zabaw dziecięcych i dlatego zupełnie zrezygnować się z niego nie da. Jednak jego powierzchnia powinna być ograniczona. W większym ogrodzie przydomowym wystarczy powierzchnia 15 x 20 m (3 ary), by dało się na niej wygodnie grać w piłkę lub siatkówkę. Ponad to niewielkie obszary trawnika – podkreślające i uwypuklające swą zielenią urodę roślin kwitnących – należy przewidzieć w miejscach strategicznych z punktu widzenia obserwatora ogrodu siedzącego na tarasie bądź w salonie. Pozostałą powierzchnię, która w zamierzeniu miała być trawnikiem, warto obsiać mieszanką łąkową zawierającą w swym składzie oprócz nasion traw również nasiona polnych kwiatów. Taki naturalny trawnik (łąka kwietna) jest dużo łatwiejszy w utrzymaniu i bliższy ekologii. Kosi się go dwa/trzy razy do roku, nie wymaga intensywnego nawożenia ani podlewania, jest przyjaźniejszy dla owadów i drobnych zwierząt, którym łatwiej się w nim ukryć.  

CHWASTY
  • Obecnie przy zakładaniu ogrodu najpopularniejszą metodą pozbycia się chwastów jest spryskanie ich na całej powierzchni działki herbicydem typu Roundup. Jest to oczywiście najłatwiejszy sposób. Jednak czy na pewno przyjazny przyrodzie oraz człowiekowi? Co do tego, mimo zapewnień producentów preparatu, zdania są podzielone.

  • Jeśli ktoś ma "gołą" działkę i możliwość skorzystania z pomocy rolnika mającego traktor z osprzętem, to polecam zwalczanie przed założeniem ogrodu chwastów – w tym bardzo uciążliwego perzu – bez chemii, tzw. metodą zmęczenia rozłogów. Sposób ten polega na kilkukrotnej orce zachwaszczonego terenu. Po każdej pozostawia się czas na zazielenienie się ziemi od odbijających pędów, po czym następna orka przysypuje je ziemią. W ten sposób zmusza się perz do kilkakrotnego odbijania, co wyczerpuje rozłogi z zapasów pokarmowych i doprowadza do ich zamierania.

  • Z kolei niewielkie chwasty i w niewielkiej ilości (np. wyrastające wśród płyt tarasu) można zlikwidować polewając wrzątkiem.
  • Nie ma niczego złego w okrywaniu rabat tak popularną obecnie agrowłókniną. Zabezpiecza ona przed wyrastaniem chwastów i oszczędza nam wiele pracy przy ich usuwaniu. Ma też dodatni wpływ na rozwój roślin ozdobnych – dzięki niej ziemia szybko nagrzewa się wiosną (co stymuluje rozpoczęcie wegetacji), a także dobrze zatrzymuje wilgoć, co pozwala nam oszczędzać wodę w pielęgnacji ogrodu. Niemniej jednak warto pozostawić część rabat nieokrytych włókniną – choćby ze względu na ułatwienie naturalnego nawożenia ogrodu, które to przy zastosowaniu włókniny staje się praktycznie niemożliwe.
  • Nie likwidujmy wszystkich chwastów! Te pozostawione w mniej reprezentacyjnych częściach ogrodu będą stanowić pokarm dla wielu owadów, np. dla gąsienic motyli. 
 OGRODZENIE
Jeśli posesja otoczona jest ogrodzeniem na podmurówce lub pełnym murem, zwierzęta – takie jak np. jeże nie zawitają do naszego ogrodu, gdyż po prostu nie zdołają przedostać się do środka. Lepszym rozwiązaniem jest reprezentacyjne ogrodzenie od ulicy i proste ogrodzenie z siatki i/lub nieformowanego żywopłotu na pozostałej części.


NAWOZY I KOMPOST

Nawet w najmniejszym ogrodzie warto założyć kompostownik. Dobrze prowadzony kompost wbrew obiegowym opiniom nie śmierdzi, a  stanowi źródło cennego naturalnego nawozu dla naszego ogrodu. Prócz zawartości kompletu makro i mikroelementów niezbędnych dla roślin kompost poprawia strukturę gleby, a tego nie potrafi żaden nawóz sztuczny. Ważne, by na kompost przeznaczać nie tylko skoszoną trawę, ale i resztki zapewniające kompostowi porowatość:
  • zeschłe liście,
  • drobne pocięte gałązki
oraz komponenty, dzięki którym kompost będzie szybciej dojrzewać:
  • obierki jarzyn, owoców, skorupki jajek,
  • zużyta ziemia doniczkowa.

ROŚLINY

Nie warto silić się na umieszczanie w ogrodzie roślin wyłącznie "rodzimych", choć te mają w naszym ogrodzie pierwszeństwo. Tak naprawdę wiele gatunków, których nawet byśmy o to nie podejrzewali, przywędrowało do nas z odległych stref geograficznych. Warto skomponować nasz ogród z przewagą gatunków liściastych. Taki ogród nie jest nudny i najczęściej zachwyca nie tylko kwitnieniem bądź kolorystyką liści, lecz również pokazuje przebieg pór roku. Dobrze, jeśli kwiaty roślin przyciągają owady (zwłaszcza motyle), a ich owoce stanowią pokarm dla ptaków.

OCZKA WODNE I BASENY OGRODOWE
  • Jeśli mają stromo opadające ściany,mogą stać się pułapką dla zwierząt, które wpadają do wody i nie mają szans się z niej wydostać.
  • Z kolei bezpieczne płytkie poidełka przyciągną do ogrodu ptaki.
  • Warto również zagospodarować wodę deszczową. Spływająca z rynien deszczówka pomoże nam zaoszczędzić wodę do podlewania, a sposobów na jej gromadzenie w zgodzie nie tylko z ekologią, ale i estetyką jest tyle, by przekonać do pomysłu nawet największych sceptyków.
ŚRODKI OCHRONY ROŚLIN
Wielu chorobom i szkodnikom da się zapobiegać odpowiednią agrotechniką i profilaktyką.
  • Choćby sadzenie roślin w odpowiednich odległościach, niezbyt gęsto – sprzyja zachowaniu odpowiedniej wentylacji i stanowi przeszkodę w rozwoju chorób grzybowych.
  • Niektóre szkodniki można usuwać mechanicznie (zbierać ślimaki, mszyce spłukiwać silnym strumieniem wody) lub za pomocą prostych biologicznych środków - np. mszyce można likwidować wywarem z papierosów (tytoniu).

OGRODY UŻYTKOWE

Ziołowe, warzywne i owocowe – powinny stać się elementem każdego nowoczesnego ogrodu, nawet niewielkiego. Dobrze zaprojektowane zatracą swój utylitarny wygląd, bez utraty walorów użytkowych. Ich skomponowanie to już "wyższa szkoła jazdy", ale naprawdę warto!

czwartek, 7 marca 2013

Warzywnik przydomowy - jak planować?

Dla warzywnika właściwsze chyba jest słowo "plonować", ale póki co skupmy się na "planowaniu" ;) bo najwyższy czas po temu.

Duuuuuże warzywniki - mówiąc wprost sporej wielkości grządki w gruncie - to inna bajka. Ogród warzywny o powierzchni 200 m2 jest w stanie zaspokoić całoroczne zapotrzebowanie na jarzyny dla 4 osobowej rodziny. Z nawiązką zaspokaja również zapotrzebowanie na wysiłek fizyczny, bo roboty jest przy nim co niemiara. Planowania zresztą też, dlatego póki co zajmę się ogródkiem niejako hobbystycznym - małym, pojemnikowym.

Taki niewielki ogródek warzywny zajmuje powierzchnię około 14 m2. Zmieści się więc nawet w niewielkim ogrodzie przy szeregowcu :) Ma być prowadzony w skrzynkach - pojemnikach; 4 duże na warzywa i 3 małe na zioła. Będzie wyglądać mniej więcej tak:



Mając taki ogólny projekt możemy zastanowić się nad tym jakie konkretnie warzywa w których konkretnie donicach będziemy sadzić. Oczywiście zależy to od indywidualnych preferencji; moja propozycja jest następująca:

- skrzynia z "pomidoropodobnymi" - w okresie III-V można uprawiać w niej szpinak i roszponkę, po 15 V zlikwidować ich pozostałości i wysadzić rozsadę pomidorów, papryki, oberżyny. Oczywiście w grę wchodza odmiany mini, które nie zajmą dużo miejsca - małe żółte i czerwone pomidorki koktajlowe, mini-oberżyna (biała, fioletowa, paskowana), małe papryczki. Jesienią (X) warto znów posiać roszponkę - przy łagodnej zimie jest szansa, że będziemy ją zbierać do wiosny.

- skrzynia z "kapustnymi i innymi" - miejsce na brokuły lub ciekawe odmiany kalafiora (miniaturki lub kolorowe - fioletowe, żółte), a także na mało popularne karczochy i kardy - choć te rosną duże, więc w takiej skrzyni zmieszczą się ze 3 sztuki, ale warto choć raz spróbować.

- "sałaty, cebula" - miejsce na odmiany sałat wciąż rzadko dostępne w handlu, typu lollo rosso, albo sałatę rzymską. Poza tym czerwona cebulka, por, a może oryginalny mangold?

- "korzeniowe" - w sam raz skrzynka na żółtą rzodkiewkę (prawie nie do dostania w sklepach), marchewkę o kulistych korzeniach, marchewkę fioletową lub żółtą lub... dwukolorową. No i na skorzonerę, zwaną romantycznie wężymordem :)

- zioła - pietruszka naciowa, szczypiorek, bazylia, tymianek, oregano, rozmaryn, cząber. Raczej nie mięta i melisa, gdyż te rozrastają się za bardzo i ich miejsce jest albo na rabacie kwiatowej albo w dzikiej, "naturalnej" części ogrodu.

Na koniec- ilości. Wydaje się, że z takich niewielkich w sumie skrzynek plony będą marne. Jednak wcale tak nie jest - jako przykład podam moją pomidorową grządkę o wielkości 2 m2 z której w zeszłym roku w okresie VII-X zbierałam 250g pomidorków koktajlowych dziennie. Nie przejedliśmy - część musiałam zawekować, ostał się jeszcze jeden słoik pomidorków w aromatycznej zalewie...

Nowoczesny warzywnik - warzywa w przydomowym ogrodzie

Warzywa w ogrodzie kojarzą się z reguły:

po 1. - z mozolną pracą na roli
po 2. - z paskudnymi grządkami, które jak najszybciej - i najszczelniej - trzeba czymś zasłonić.
po 3. - ze stratą miejsca

Co bardziej świadomi przywołują w myślach obrazy z angielskich posiadłości, w których warzywniki są otoczone bujnie rosnącą lawendą i różami pnącymi się po drewnianych wiktoriańskich pergolach - i swierdzają, że ta wizja nijak ma się do nowoczesnej architektury ich domu.

Wszystko błędnie :)

Warzywnik nie musi być brzydki. Nie musi nawet być duży. Ani rustykalny. Oczywiście niekoniecznie trzeba planować go w reprezentacyjnym miejscu, choć ładnie utrzymany, albo skomponowany z interesujących wizualnie pojeminków nie będzie szpecić.

Przykłady?
 
 (Źródło: landscape-design-advisor.com)



 (Źródło: loveontheloop.blogspot.com)



 (Źródło:  forum.muratordom.pl, warzywnik magpie101)



 (Źródło: houzz.com)



 (Źródło: imgur.com)

czwartek, 28 lutego 2013

"Nowa polityka śmieciowa"

Wszystkie śmieci są nasze, a właściwie gminne. Będą, od 1.07 br.

Wszyscy wokół trąbią na temat właściwej gospodarki odpadami, świadomej utylizacji śmieci i odpowiedzialnej postawy konsumenta, który powinien segregować odpady i brać udział w ich recyklingu.

Zgadzam się. Super.

Piękna teoria.

A teraz - jak to wygląda w praktyce?


Ekologia czy ekonomia - okiem mieszkańca, okiem śmieciarza

Mieszkam w Krakowie, obsługuje mnie potantat na krakowskim rynku - MPO.  Drogo - ale próbowałam wcześniej korzystać z innej firmy (której nazwę litościwie tu pominę) i płacąc trochę mniej narażona byłam na dolatujące do domu ze śmietnika "aromaty", gdyż firma ta regularnie zapominała o wywożeniu śmieci.

W MPO zamówiłam kubeł 120 l (koszt 39 zł/mies.) bo przecież więcej na 2 tygodnie dla 3 osobowej rodziny nie potrzeba, w końcu śmieci się segreguje, a MPO zobowiązało się dostarczać swoim klientom dodatkowe worki na śmieci segregowane. Oczywiście dostarcza w teorii - w praktyce łaskawe chłopaki z MPO rzucą raz w miesiącu jeden 120 l worek na 6 domów, o który to worek następnie mieszkańcy nieledwie się biją.

Czyli niby MPO popiera segregację śmieci i wykazuje działania w tym zakresie, ale takie jakieś mało kompletne - czyżby znów teoria rozbijała się o czynnik ludzki? A może "ekonomiczny"?

Taaak, są w pobliżu "dzwony" do segregacji - lecz godzinę po ich opróżnieniu znów są pełne i nie da się do nich niczego wcisnąć. Mieszkańcy okolicznych domów czatują i gdy tylko śmieciarka odjedzie pędzą ze swoimi posegregowanymi śmieciami by je upchać do dzwonów (póki jest miejsce) a nie wyrzucać do kubłów na śmieci niesegregowane. Nie zawsze nadążałam, stąd musiałam zmienić kubeł mały na duży (240 l, wywóz 2 x w miesiącu, 78 zł) i niestety śmieci segregowane lądują w zwykłym kuble...

 zdjęcie zrobione rano na drugi dzień po wywiezieniu "plastików" i "papierów".
Butelki wywozili przed chwilą, więc dzwony jeszcze puste ;)


MPO problemu nie widzi. W końcu dostają więcej pieniędzy, to kto by się tam środowiskiem przejmował..

To w końcu czyje są te śmieci? i kto je produkuje?
Tak naprawdę mało kto widzi problem. Oficjalna linia brzmi "trzeba coś z tym zrobić, bo produkujemy za dużo śmieci". Ale kto produkuje? My? Czyli konsumenci??? A może producenci towarów tak je opakowują, że powstaje mnóstwo śmieci?

Przykład:
Na poniższym zdjęciu pudełko czekoladek. Kartonowe. W środku szczelny plastikowy woreczek, a w nim czekoladki - każda owinięta w aluminiowy "papierek". Dodatkowo całe opakowanie zawinięte w plastikową folię.
Noż do licha ciężkiego! Te 2 woreczki są zupełnie zbędne - dzięki nim wcale czekoladki świeższe nie będą, za to śmieci przybędzie.



Kto na tym zarabia? 
- producent opakowań - bo sprzedał opakowanie,
- producent czekoladek - bo może marketingowo mamić klienta, że dzięki poczwórnemu opakowaniu czekaldki będą "świeższe niż jakiekolwiek inne",
- śmieciarz - bo śmieci trzeba wywieźć,

Kto za to płaci?
- klient - bo czekoladki mogą być trochę droższe (koszt opakowania producent czekoladek przerzuci na klienta)
- klient - bo wywóz śmieci kosztuje (producenci opakowań i czekoladek przerzucają koszt utylizacji odpadów na klienta)
- środowisko - bo jest coraz więcej śmieci.

Dlaczego  nikt (samorządy, organizacje) nie prowadzi akcji uświadamiającej społeczeństwo, by kupowali produkty opakowane ekologicznie?

Dlaczego nikt (samorządy, organizacje) nie promuje opakowań ekologicznych?

Dlaczego nikt (ustawodawca, samorządy) nie wprowadza regulacji dotyczących opakowań - ich ilości i jakości - które zmuszałyby producentów do stosowania ekologicznych, a zarazem tańszych opakowań?

Dlaczego my, konsumenci, zgadzamy się by nam wmawiać, że wyłącznie my jesteśmy odpowiedzialni za "produkcję" coraz większej ilości śmieci?

czwartek, 21 lutego 2013

Reanimację doniczkowych czas zaczynać!

Na przesadzanie jeszcze trochę za wcześnie, ale za to odpowiednia pora by zaczynać po-zimową reanimację.

Na początek proponuję:
- umyć liście z kurzu,
- zwiększyć częstotliwość podlewania i ilość wlewanej wody
- zacząć regularne nawożenie - na razie połową zalecanej dawki.
- zrobić dwie osobne listy -  roślin, które trzeba będzie przesadzić (dla nich wymierzyć doniczki i obliczyć ile trzeba będzie kupić ziemi i keramzytu do drenażu) oraz roślin, którym wystarczy wymienić wierzchnią warstwę ziemi.